I Znowu czuje się jak ostatnia ciota
Czuję się cały czas winny i nie ważne czy coś zrobiłem złego czy nie...
Czuje się jak pierdolona ciota
W życiu każdego wpół, ćwiartkę czy po prostu normalnego chłopaka w związku przychodzi taka mała pierdolona chwila kiedy czuje się jak ta papryka którą codziennie jem na śniadanie i dziele ją na kawałki. Każdy kawałek ma swoje oddzielne zdanie tak samo każda cząstka mojego ciała ma inne zdanie.
to samo jest jeżeli myślę o swojej wybrance
Czy jest ze mną szczęsliwa?
Czy daje jej to czego oczekuje?
Czy ja jednak jestem dla niej?
A może powinienem zachować sie jak facet i pozwolić jej ułożyć życie z kimś kto ją naprawdę pokocha?
A może jednak jest we mnie coś dobrego?
A może coś jest we mnie co ona pokochała?
A może ja naprawdę mam serce?
I może naprawdę jeszcze potrafię być dobrym chłopakiem?
Chuj mnie zaraz strzeli
I teraz nie wiem, skoczyć z mostu, jebnąć się pod pociąg?
Jestem bezradny jak ciota jak zwykła pierdolona ciota
Czas wrócić do jedynego w czym jestem dobry
Picia, narkotyków, łamania szczęk
Wreszcie coś w czym mogę się sprawdzić
i co może mnie skutecznie wpierdolić do więzienia
nasuwa się kilka pierdolonych argumentów za tym
-wyszaleje się
-trafie i dam wszystkim spokój
-moja dziewczyna znajdzie kogoś kto da jej szczęście którego ja nie potrafie jej dać/nie potrafię okazywać tego wszystkiego
-Zmienić całe swoje życie(?)
Ale po jaką cholerę?
I tak usłyszę że jestem nic nie wartym zerem i jestem tu tylko po to by były pieniądze z alimentów
Albo żeby miał kto wynieść śmieci i posprzątać w domu
Bo kto by się przejmował chłopakiem który codziennie ogląda swoje żyły i dziękuje resztkom rozsądku za to że jeszcze są nienaruszone
Bo przecież to głupota się pociąć.
Psychika mi nawala i wiem o tym
Czas dać spokój temu wszystkiemu
Mam nadzieję że ona to zrozumie...
Bo przecież przez jakiś czas była ze mną szczęśliwa
Kiedyś pewnie będzie to wspominać...
pewnie...