No cóż
Wizyta w szpitalu zupełnie niespodziewana. Mam więcej szczęścia niż rozumu...
Byłem pod jej oknem dziś, na naszej ławce pamiętałem każdy moment
I wtedy sobie uświadomiłem co było najwspanialsze w związku z moim ideałem
nie pocałunki, przytulenia czy rozmowy
to był jej uśmiech
Pamiętam jak dziś gdy pokłóciła się z mamą podczas opowiadania leciały jej łzy, wtedy coś we mnie umierało...
Po
chwili wiedziałem jak ją pocieszyć by na jej ślicznej twarzy pojawił
się ten uśmiech beztroski i przepełniony taką jakby łobuzerską miną. To
było tak cudowne, jak pierwszy oddech nowo narodzonego dziecka, czułem
jak we mnie wszystko rośnie.
teraz czuje brak jej ciepła i brak jej uśmiechów czasem czuje brak nawet jej zapachu
ostatnio obudziłem się w nocy i go poczułem, wstałem tak szybko jak tylko potrafię z uszkodzoną i poharataną nogą i jej szukałem...
Dziś znów wracałem czując się jak kryminalista przez to jebane 10 mniej, przecież przy 250 i tak nie robi to różnicy jak w coś przypierdole to i tak ze mnie nic nie zostanie
zostało 6 dni do wylotu, mam nadzieje że wszystko mam już załatwione. Dobrze że ona nie tęskni, prędzej czy później nawet nie będzie przechodziło jej przez pamięć że był ktoś taki kto chciał dać jej przysłowiową gwiazdkę z nieba. Może moje serce w końcu pójdzie sie pieprzyć i nie będę musiał sam ze sobą kończyć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz