sobota, 18 października 2014

No cóż

Wizyta w szpitalu zupełnie niespodziewana. Mam więcej szczęścia niż rozumu...

Byłem pod jej oknem dziś, na naszej ławce pamiętałem każdy moment

I wtedy sobie uświadomiłem co było najwspanialsze w związku z moim ideałem

nie pocałunki, przytulenia czy rozmowy


to był jej uśmiech

Pamiętam jak dziś gdy po
kłóciła się z mamą podczas opowiadania leciały jej łzy, wtedy coś we mnie umierało...

Po chwili wiedziałem jak ją pocieszyć by na jej ślicznej twarzy pojawił się ten uśmiech beztroski i przepełniony taką jakby łobuzerską miną. To było tak cudowne, jak pierwszy oddech nowo narodzonego dziecka, czułem jak we mnie wszystko rośnie.


teraz czuje brak jej ciepła i brak jej uśmiechów czasem czuje brak nawet jej zapachu


ostatnio obudziłem się w nocy i go poczułem, wstałem tak szybko jak tylko potrafię z uszkodzoną i poharataną nogą i jej szukałem...


Dziś znów wracałem czując się jak kryminalista przez to jebane 10 mniej, przecież przy 250 i tak nie robi to różnicy jak w coś przypierdole to i tak ze mnie nic nie zostanie



zostało 6 dni do wylotu, mam nadzieje że wszystko mam już załatwione. Dobrze że ona nie tęskni, prędzej czy później nawet nie będzie przechodziło jej przez pamięć że był ktoś taki kto chciał dać jej przysłowiową gwiazdkę z nieba. Może moje serce w końcu pójdzie sie pieprzyć i nie będę musiał sam ze sobą kończyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz